Zaczęło się to kiedy z niespodziewaną wizytą wpadł mój przyjaciel Maksym. Postanowiliśmy razem wyskoczyć na rybki,mimo pogody wręcz strasznej pod względem wędkarskim. A więc godzina 9 i już nas nie ma. Wziąłem typowo amatorski zestaw (o ironio,moja karpiówka musiała się popsuć akurat jak złowiłem pierwsze w tym roku 10 +) czyli: wędka z Lidla,to samo co kołowrotek firmy Good Fish. Żyłka Semax czy coś podobnego,dokładnie nie pamiętam nazwy 0,25 mm pomarańczowa (wytrzymałość 12 kg) potem przyponik 0,20 mm i haczyk w rozmiarze 4 na który wylądowało 6 ziaren kukurydzy. Zarzucam w uprzednio nęcone miejsce gdzie widzę oznaki aktywności dużych ryb. Po 20 minutach mam bardzo delikatne branie. Spławik wynurza się i przewraca po chwili ryba powoli go ciągnie. Zacinam,i dzieje się coś niesamowitego ! Takiego odjazdu jeszcze nie miałem ! Ryba gna z prędkością co najmniej 20 km na godzinę,mimo że hamulec jest przykręcony dość mocno,to żyłka wywija się w zastraszającym tempie. Jeśli przyłożył bym tam palec,odcięła by mi go ! I tak ryba odjechała na drugi koniec stawu. Ale kiedy widzi już drugi brzeg,zwalnia trochę,wypływa na powierzchnię i skręca,potem znowu nabiera prędkości i płynie wzdłuż stawu. Nagle wynurzyła płetwę grzbietową i ogonową. Pomyślałem sobie że to wielki amur,tylko jak ja go zmieszczę w podbierak… gigant trzasnął o wodę wielkim ogonem. Wtedy zrozumiałem,że ma ponad metr. Ryba zanurkowała,i znów odjechała. Z tą samą prędkością,tylko że krócej. Płynęła w lewo. Kiedy dociągnąłem ją do powierzchni (była jakieś 40 metrów ode mnie) znowu zanurkowała i zrobiła potężny,lecz krótki odjazd. Kiedy ryba była już jakieś 30 metrów od brzegu,powiedziałem Maksymowi żeby włączył kamerę i nagrał to widowisko. I już po chwili nagrywaliśmy jak wielka ryba robiła ze mną co chciała. Co chwilę uderzała ogonem o wodę i robiła odjazdy. Po kilku minutach ryba wynurzyła się na chwilę i zanurkowała robiąc kolejny odjazd. Nie miałem czasu by się jej dokładnie przyjrzeć,ale wyglądała dziwnie jak na amura. I już po chwili z wody wynurzył się wielki łeb. „Tołpyga” krzyknęliśmy razem. Była naprawdę potężna ! Kolega szybko wszedł do wody,by mi ją podebrać. Ryba była już zmęczona. Jest pod podbierakiem. Maksym zanurza go i podnosi. Ryba się nie mieści,ale w końcu się udaje. Krzyknęliśmy z euforii tak głośno,jak potrafiliśmy. To moja ryba życia !

tołpyga 12 kg

 

 Zrobiliśmy kilka zdjęć,i tołpyga zdrowa odpłynęła. Niezapomniane przeżycie !



ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here