6 stycznia 2018 r. Sobota. Zimy ani widu ani słychu. Prognozują aż 10°  w dzień i 7° w nocy.

Postanowiłem więc wybrać się na prywatne łowisko „DZIKA WODA” w Bobrownikach Wielkich k. Tarnowa. Do wspólnej zasiadki zaprosiłem Krzyśka i Mateusza. Na łowisko przybyliśmy z Krzyśkiem o 9:00 rano. Mieliśmy spać w kempingu, wiec sprzętu do rozkładania nie było dużo i w godzinę ogarnęliśmy wszystko. Koło godz. 10:30 mieliśmy już zestawy w wodzie. Mateusz dojechał do nas po godz. 13:00. Pomogliśmy mu się rozłożyć i wywieźć zestawy. Koło godz. 15:30 mam pierwsze branie w tym roku. Było bardzo delikatne. Na szczęście jestem blisko wędek i udaje mi się szybko zaciąć. Zacinam i czuję, że coś niedużego jest na haku. Po chwili ryba jest już w podbieraku. Waga ryby , to ok. 5kg.  Byłem bardzo szczęśliwy, bo nigdy nie złowiłem karpia w styczniu. Kilka fotek i ryba wraca do wody. Wywiozłem zestaw w to samo miejsce, czekamy dalej. Siedząc w kempingu postanowiliśmy umilić sobie czas, grając  w karty i tak nam czas zleciał do godz. 20:00. Właśnie o tej godzinie mam piękny odjazd na tej samej wędce co wcześniej. Z tego wszystkiego rzuciliśmy karty gdzie popadnie i wybiegliśmy z przyczepy do wędek. Gdy zaciąłem, to czułem na wędce, że to nie jest mała ryba, ale też olbrzymem nie jest. Po kilkunastu minutach zdobycz ląduje w podbieraku. Ważymy ją, waga pokazuje 9kg już po odliczeniu worka. Kilka fotek i ryba wraca do swojego królestwa. Montuje od nowa zestaw i wywożę go w to samo miejsce, którego głębokość wahała się od 5,4m do 6m. Zakładam tą samą kulkę co wcześniej, a był to ananas&banan, rozmiar 18mm, podpięta 10mm popkiem o tym samym zapachu. Wracamy do przyczepy grać dalej w karty, gramy tak do północy. Około godz. 00:20 mam kolejne branie na tą samą wędkę i historia się powtarza. Karty fruwały wszędzie, wybiegamy z kempingu, pędzę do wędki, a tam cały czas rola z kołowrotka. Podnoszę wędkę i jest! Czuć dużą rybę! Parę minut powalczyła i poddała się, wpływając do podbieraka. Ważymy rybę – 11,700kg. Jest 3 Król na brzegu! Jestem bardzo szczęśliwy! Wywożę zestaw i wracamy do przyczepy. Pograliśmy do 1:30 i poszliśmy spać. Do rana u żadnego z nas już nic się nie działo. Obudziliśmy się koło 7:00rano, sprawdzamy wędki, a u Mateusza na jednej wędce hanger był opuszczony do samego dołu. Mati podnosi wędkę i… pusto. Szkoda. O godzinie 8:00 spakowaliśmy rzeczy do samochodów i wróciliśmy do domu. Wiem, że taka zasiadka jak ta styczniowa prędko się nie powtórzy. Jeżdżę na „Dziką Wodę” regularnie, ale nie spodziewałem się, że w styczniu uda mi się połapać takie piękne okazy. Do zobaczenia nad wodą. Pozdrawiam.

Arek


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here